Jarosław Kaczyński podjął decyzję o dymisji ministra Ziobry. To koniec koalicji Zjednoczonej Prawicy

Jarosław Kaczyński podjął decyzję o dymisji ministra Ziobry. To koniec koalicji Zjednoczonej Prawicy

Aktulności

Z informacji Onetu z kilku źródeł wynika, że jeśli żadna strona w ostatniej chwili nie ustąpi, kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zatwierdzi dziś na spotkaniu zaczynającym się o godz. 13 decyzję swego prezesa o zerwaniu koalicji z Solidarną Polską. PiS utworzy rząd mniejszościowy.

Wszystko wskazuje na to, że po pięciu latach wspólnych rządów koalicja Zjednoczonej Prawicy przejdzie dziś do historii. Według informacji Onetu, w niedzielę wieczorem prezes Jarosław Kaczyński przekazał swoim najbliższym współpracownikom, w tym m.in. premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że PiS zrywa koalicję z Solidarną Polską, co ma skutkować natychmiastowymi dymisjami Zbigniewa Ziobry oraz wszystkich polityków Solidarnej Polski zajmujących rządowe stanowiska.

Informację o rozpadzie Zjednoczonej Prawicy potwierdziliśmy w niedzielę wieczorem w rozmowach z kilkoma najważniejszymi politykami zarówno z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, jak i z bliskiego otoczenia premiera Mateusza Morawieckiego. Nasi rozmówcy podkreślają, że choć ultimatum dane Solidarnej Polsce mija dopiero w poniedziałek w południe, to trudno oczekiwać choćby po ich publicznych wypowiedziach, aby zmienili zdanie i lojalnie poparli specustawę, zawierającą zapis o wyłączeniu z odpowiedzialności urzędników za łamanie prawa podczas działań związanych z pandemią koronawirusa. A to – jak twierdzą nasi rozmówcy – jedyny warunek, aby koalicja przetrwała.

Z naszych informacji wynika, że już w piątek na wieczornej naradzie szefostwa PiS w Krakowie rozważany był jedynie scenariusz opuszczenia rządu i koalicji przez ziobrystów. Nie bez powodu na spotkaniu tym nie było byłej premier Beaty Szydło, która jest najbardziej życzliwą Ziobrze osobą wśród liderów Prawa i Sprawiedliwości. – To była de facto narada wojenna, z której jasno wynikało, że rozpad koalicji staje się faktem – mówi Onetowi ważny polityk PiS.

Kaczyński po filmie Onetu chce zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Nerwowa reakcja ministra rolnictwa

I dodaje, że prezes Kaczyński nie chciał w ogóle słyszeć jakichkolwiek argumentów, które mogłyby usprawiedliwiać bunt Ziobry.

Politycy Solidarnej Polski, z którymi rozmawialiśmy w miniony weekend, potwierdzają, że nikt z kierownictwa PiS nie podjął z nimi w ciągu ostatnich 48 godzin próby jakiegokolwiek dialogu. — Nasi koalicjanci z PiS postawili nam ultimatum i od tego momentu zapadła cisza. Nie toczyły się żadne rozmowy czy próby nawiązania porozumienia — przyznaje jeden z bliskich współpracowników ministra sprawiedliwości.

Formalnie decyzja o zerwaniu koalicji ma zostać zatwierdzona przez kierownictwo PiS na poniedziałkowym spotkaniu, które ma rozpocząć się o godz. 13 w warszawskiej siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej. — Na chwilę obecną jest ona tylko czystą formalnością. Nic nie wskazuje na to, aby nasi koalicjanci zmienili zdanie i zaczęli zachowywać się lojalnie wobec nas i naszych wyborców — mówi nam jeden z najbliższych współpracowników prezesa PiS. — Jesteśmy gotowi stworzyć szybko rząd mniejszościowy i wymienić tych, którzy z rządu będą musieli odejść — zapewnia nas nasz rozmówca.

Jak wynika z naszych rozmów, nie tylko PiS gotuje się na bratobójczą wojnę w obozie władzy. Solidarna Polska, jak publicznie zapewniali w piątek politycy tej partii, zamierza murem stać za swoim liderem i zapewnia o gotowości przejścia do ław opozycyjnych. — My nie zmienimy zdania, bowiem nie możemy popierać projektów ustaw, które wprost łamią prawą. To z pewnością nie będzie łatwe i przyjemne rozstanie ani dla nas, ani dla Prawa i Sprawiedliwości — zapewniają.

W weekend do dziennikarzy docierały nieoficjalnie informacje, że w przypadku rozłamu i wyrzucenia ziobrystów z rządu na światło dzienne mogą wyjść jakieś kompromitujące polityków PiS materiały. Tzw. haki zbierane latami podobno przez Ziobrę miałyby trafić do wybranych redakcji i stać się poważnym problemem dla partii Kaczyńskiego. Jeśliby te informacje się potwierdziły, oznaczałoby to otwartą wojnę między Ziobrą a Kaczyńskim, w której nikt nie będzie brał jeńców.

W PiS-ie, jak słyszymy, takie pogróżki odbierane są jako straszaki, które miałyby zapobiec ewentualnym czystkom w spółkach skarbu państwach i instytucjach publicznych, gdzie na wysokich stanowiskach zasiadają obecnie osoby blisko związane z ministrem sprawiedliwości, w tym członkowie jego najbliższej rodziny.

Sprawą otwartą pozostaje pytanie, co stanie się z Porozumieniem Jarosława Gowina. W niedzielę wieczorem, jak twierdzą nasi rozmówcy, nie było jeszcze żadnej decyzji w tej sprawie. Politycy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że jeśli Gowin pozostanie w rządzie, to mógłby w niedalekiej przyszłości odegrać rolę mediatora między zwaśnionymi stronami.

Prawo i Sprawiedliwość po wykluczeniu Solidarnej Polski utraci większość sejmową konieczną do sprawnego rządzenia. W planie jest powołanie jeszcze w tym tygodniu rządu mniejszościowego, który z pomocą prezydenta będzie próbować rządzić bez większości w Sejmie, co z pewnością nie będzie łatwe, zwłaszcza przy uchwalaniu corocznego budżetu.

W przeszłości w polskiej polityce kilkukrotnie władzę sprawowały rządy mniejszościowe, np. Kazimierza Marcinkiewicza czy Jarosława Kaczyńskiego, w latach 2005-2007 za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Zatem ten wariant PiS ma już przećwiczony. Podobnie jak usuwanie koalicjanta z rządu, by kilka tygodni później przyjmować go ponownie. Tak było w 2006 r. z liderem Samoobrony Andrzejem Lepperem. Tym, który go wyrzucał wtedy z rządu i ponownie przyjmował, był ówczesny premier Jarosław Kaczyński.

Czy ten scenariusz PiS zamierza teraz powtórzyć z Solidarną Polską, tego nie wie dziś nikt poza samym Kaczyńskim. Oczywiście wśród wariantów są także przedterminowe wybory, lecz patrząc na reakcję polskiej wsi, którą rozsierdziła ustawa o zwierzętach, trudno dziś oczekiwać, by PiS odważył się na wyborczy sprawdzian w tym ważnym dla PiS-u elektoracie. Lecz przede wszystkim przedterminowe wybory to jedna wielka loteria. Już raz w 2007 r. prezes PiS podjął taką decyzję, za którą musiał płacić przez kolejne osiem lat byciem w opozycji.

źróło onet

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o