Ostatni sen za kółkiem – ku przestrodze

Nie każdy wie, jak to jest zabić. Większość z nas przypuszcza, iż nigdy nie doświadczy tego uczucia. Dopóki to się nie stanie i nie będziesz mieć poczucia, że dało się tego uniknąć.

Letni wieczór, tak samo spokojny, jak i leniwy. Z książką w ręku, z kubkiem herbaty. Jeden z wielu wakacyjnych dni, ciepłych wieczorów, podczas których można delektować się relaksem i beztroską. Ciszę, którą zakłócało tylko miarowe brzęczenie zabłąkanego komara przeciął nagle dźwięk dzwonka do drzwi.

“Pani ojciec spowodował wypadek”

– Pani ojciec spowodował wypadek, pogotowie już jedzie, proszę szybko!!! – fałszywy uśmiech, którym przywitałam nielubianą sąsiadkę, błyskawicznie spełzł z mojej twarzy. Pewnie nawet nie zamknęłam drzwi, bo to, że nie zdążyłam założyć butów, pamiętam. Pędem. Nieczynna jak zwykle winda. Schody, jeden, drugi, dziesiąty, przeskakiwane coraz szybciej, po kilka stopni naraz. Osiedlowa uliczka, jedna przecznica, druga. Kolka dopadła mnie dopiero kiedy zwolniłam, widząc kłębowisko ludzi skupionych wokół małomiasteczkowego skrzyżowania, przy którym ostała się, nie wiedzieć jakim cudem, kapliczka.

“Tato, co ci jest?!”

Pierwszy raz ojciec stracił przy nas przytomność, kiedy miałam 12 lat. Niewiele, ale i wystarczająco dużo by zrozumieć, że dzieje się coś złego… Przedtem chlebem codziennym były zawroty głowy przy wstawaniu od stołu, gwałtowne chwytanie się za skroń, czarne mroczki przed oczyma, które widział i o których opowiadał, gdy mama pytała, co się stało. Do lekarza długo nie chciał się zgłosić. Brak czasu, bagatelizowanie problemu, niemęska przypadłość… Zapominaliśmy, do następnego razu.

Wieczna senność ojca, tłumaczona przepracowaniem kładła się cieniem na jego normalnym życiu. Niestety – paradoksalnie niestety – nie była w stanie uniemożliwić mu normalnego funkcjonowania. Może gdyby uczucie zmęczenia lub omdlenia zdarzały mu się częściej, bardziej uprzykrzały życie, wcześniej trafiłby do lekarza? Nie wiem.

“Pijane bydlę”

Znajomy ford ojca miał tylko nieznacznie wgnieciony przód, stłuczoną lampę. Ojciec siedział bokiem na fotelu kierowcy, twarz ukrył w dłoniach. Przed sekundą w pełnym pędzie, stopniowo zwalniałam. Każdy metr dzielący mnie od ojca siedzącego bezradnie w samochodzie zdawał się być coraz dłuższy. Młoda, rudowłosa kobieta w obcisłych dżinsach była szybsza. Odłączyła się od grupki szemrzących gapiów, podeszła do samochodu. Brutalnie szarpnęła ojca za ręce, które bezsilnie opadły ukazując nieprzytomną twarz z nic nie rozumiejącym wzrokiem, tak bolesnym, jak tylko można sobie to wyobrazić.

– To bydlę jest pijane! Dzwońcie na policję! – krzyknęła, po raz ostatni szarpnąwszy mojego ojca za rękę.

Podchodząc do ojca zdobyłam się tylko na gardłowe “Tato…”. Chwilę później dostrzegłam małe ciałko na oko dziesięcioletniego chłopca leżące bezwładnie za samochodem, nad którym pochylali się sanitariusze.

Martwa cisza

– Niedociśnienie ortostatyczne – starszawy lekarz poprawił okulary, które natychmiast ponownie osunęły się niżej – Pan po prostu zasłabł za kierownicą. Dlaczego się pan nie leczył? Przecież sam pan powiedział, że objawy były. Słabość, senność, omdlenia, zawroty głowy, nic nie docierało? Trzeba było czegoś takiego?

Potrącony chłopczyk nie przeżył. Stał się jedną ze stu dwudziestu śmiertelnych ofiar wypadków, których przyczyną było zasłabnięcie za kierownicą. Wg statystyk policji, o które poprosiłam po zwolnieniu ojca z aresztu, prawie dziewięćset osób rocznie zostaje rannych w tego typu wypadkach.

Nic nie wróci życia temu dziecku. Nic nie przywróci normalności ani nam, ani naszej rodzinie. Ojciec godzinami wpatruje się w jeden i ten sam punkt na ścianie, siedząc na krześle. Zażywa lek na niedociśnienie. Za późno zgłosił się do lekarza. Przynajmniej o ten jeden miesiąc.

Autor: Maryska

Źródło

Categories: Różności

About Author

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Blocker