Motorem po niebie

1Kiedy ostatnio byliście w górach,  na Giewoncie? Pamiętacie swoją zadyszkę po zdobyciu Śnieżki w piątej klasie podstawówki? A śmiertelnie niebezpieczną ( bo przecież wyciąg jest zardzewiały) podróż na Szrenicę? Te wszystkie wspomnienia i refleksje z nimi związane odłóżmy na razie na bok. Nie ma się czym chwalić. Dla miłośników “czegoś więcej” niż wylegiwanie się na piachu podczas urlopu  przedstawiamy  rozmowę z Karolem Krochmalem- Wołowianinem, facetem który rzucił sobie niesamowite wyzwanie i wybrał się w podróż przez Himalaje na…motorze! Pisały o tym wydarzeniu różnej maści portale internetowe, łącznie z gazetą.pl na czele, dlaczego mamy być gorsi? Ucięliśmy sobie z Karolem krótką pogawędkę, choć wierzcie mi, pytań cisnęło się tak dużo, że można by gadać o tym godzinami. Dla zainteresowanych na końcu rozmowy linki do obszerniejszej relacji z tej niesamowitej i wyjątkowej wyprawy. ( Rozmawiał W. Bandurko)

Pytanie podstawowe – co skłoniło Cię do takiego wyzwania? Po co to robiłeś?

Filozoficznie? Pewnie czysta chęć zrobienia czegoś równie szalonego, energizującego i imponującego. Chęć udowodnienia sobie że można? Coś na tę modłę.
Z dzieciństwa pamiętam albumy ilustrowane zdjęciami z Karakorum. Lata później oglądałem jeden z tych programów podróżniczych gdzie to niby-samotny redaktor przemierza najtrudniejsze i najodleglejsze szlaki. Z jakiegoś powodu utkwiła mi scena kiedy to ów nieboga stoi na skraju drugiej najwyższej przełęczy na świecie żaląc się na swój los, zmęczenie i chorobę wysokościową. Był żałosny, ale widoki wokół – cudowne.

Powiedz w skrócie czytelnikom portalwolow.pl  ile dni trwała wasza wyprawa, którędy przebiegała trasa i ile km zrobiliście?

W ciągu 9 dni przejechaliśmy około 2500 km, w większości po górach z New Delhi przez Manali i Wielki Łańcuch Himalajów do tybetańskiego Leh w Ladakhu, dalej przez dolinę Indusu i Zanskar do indyjskiej części Kashmiru i powrót przez Punjab do Delhi.

Czy taka wyprawa wymaga jakiegoś szczególnego przygotowania fizycznego? Czy może się na nią zdobyć każdy?

Czy każdy? Wiesz, chyba poza ludźmi z jakimiś skrajnymi problemami zdrowotnymi, każdy byłby w stanie pokonać tę trasę…fizycznie. Nikt z nas nie jest wielkim sportowym wyczynowcem a codzienne siedzenie w pracy nad laptopem kondycje wzmacnia średnio.
Co jednak ważniejsze, to psychiczne nastawienie każdej osoby, szczególnie jeśli jesteś w grupie – każdy musi wiedzieć co robić, czego nie robić. Uwierz, że po kilkunastu godzinach przedzierania się przez śnieżne przełęcze, fatalne drogi i strumienie na wysokości gdzie powietrze jest naprawdę rozrzedzone, ludzkie reakcje są nieprzewidywalne – zmęczenie, nadpobudliwość, ospałość czy rezygnacja – walka z tymi, nie tylko własnymi, ale też kolegów, problemami, była dla nas największym wyzwaniem.

234

Było was 10, ile w tym motocykli, czy mieliście zabezpieczenie w postaci auta?,  czym jechałeś? opowiedz coś więcej o tej maszynie, wygląda imponująco…

Tak, 10 osób na 6 motocyklach. Pierwotnie mieliśmy jechać w szóstkę, sami, jednak szczęśliwie, dzięki jednemu z portali społecznościowych, okazało się że stary znajomy zawsze marzył o pokonaniu tej trasy swoim terenowym Pajero. Spadł nam facet z nieba, bo bez naszej ‘service truck’ byłoby naprawdę ciężko, co więcej mogliśmy wziąć na pokład dodatkowe osoby.
Moja ‘Jezebel’ jak zwykłem motor nazywać to rasowy Royal Enfield Thunderbird, brytyjski klasyk, nieco już w Anglii zapomniany. Muszę cię jednak rozczarować – nie jest to motor wyczynowy – taki tam ‘zwykły’ chopper, żadne enduro czy speedbike – te zresztą w tych warunkach zupełnie nie zdałyby egzaminu.
Zresztą, technicznie byliśmy wyposażeni najwyżej średnio – porównując naszą Honde, Yamahe czy wspomniane RE z członkami malezyjskiej wyprawy motocyklowej na K2 z którymi się zaprzyjaźniliśmy, wyglądaliśmy jak ubodzy krewni – tamci podróżowali na BMW o pojemnościach silnika porównywalnych ze średnim samochodem wyposażonych w stereo, podgrzewane kierownice i inne cuda umilające podróż.

Jakie rzeczy niezbędne są przy planowaniu takiej wyprawy? Czy było coś, czego nie przewidzieliście co w konsekwencji utrudniało wam  wyprawę?

Hah, to może oczywiste i wydawać się może – naturalne – ale nie przewidzieliśmy… gór! Wydaje ci się że wiesz wszystko, ze prognozy pogody na najbliższe dni masz w pamięci i wydrukowane w 10 kopiach, ze zapakowałeś wyjątkowo ciepłe ubrania i jesteś gotowy na każdą ewentualność. Nic bardziej mylnego!
Jechaliśmy w upale przy parzącym, pustynnym wietrze, jak i w deszczu. Na jednej z przełęczy utknęliśmy w burzy śnieżnej i tego samego dnia każdy nabawił się poparzeń słonecznych gdy zdecydowaliśmy się chwilę ‘odpocząć’. Czy nie byliśmy świadomi tych zagrożeń wcześniej? Oczywiście że byliśmy! Jednak  ciężko jest sobie wyobrazić jak naprawdę rzeczywistość może wyglądać.

Co  zrobiło na Tobie największe wrażenie podczas tej wyprawy? Jakieś szczególne miejsce, wydarzenie?

Mógłbym na te pytanie odpowiadać godzinami – czy to niewiarygodnie piękne góry, skalna pustynia Morey Plains na ponad 4 tysiącach metrów czy może majestatyczny Indus wijący się w skalistych kraterach. Było tego mnóstwo. Myślę jednak, że warto wspomnieć przynajmniej miasto Leh – kiedy po trzech dniach przebijania się przez GHM (Great Himalayan Range – Wielki Łańcuch Himalajów) ujrzeliśmy w oddali Buddyjskie klasztory, złote bramy i tym podobne ślady cywilizacji w tak odległym miejscu – zaniemówiliśmy.
Na wielki minus trzeba zapisać fakt całkowitego wyeksploatowania Kashmiru przez okupujące go wojska. Z prawdopodobnie jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie zrobiono olbrzymią bazę wojskową, gdzie miejscowa ludność jest terroryzowana i opętana rządowa propagandą – wizyta na tamtych tenarach daje jednak sporo do myślenia.
Z ciekawostek na skalę światową – w tamtym regionie istnieją magnetyczne wzgórza – twory których na Ziemi nie znajdziesz nigdzie indziej. Otóż parkujesz pojazd na pochyłej jezdni a ten zaczyna jechać… pod górę! Niewiarygodne!

567

Jak znosiłeś podroż na  wysokości ponad 5 tys. metrów npm.? Miałeś  jakieś ciekawe objawy choroby wysokościowej:)? Który moment był dla ciebie  najtrudniejszy?

Ciekawe? Hehe… Owszem
Byliśmy na tę ewentualność dość dobrze przygotowani – zakupiliśmy zapas Diamoxu – tabletek mających wpływ na gęstość krwi – poleconych nam przez znajomych Himalaistow ale mimo ich łykania pierwszych kilka dni było naprawdę ciężkich. Nudności, notoryczne bóle głowy czy ospałość towarzyszyła nam w zasadzie od przekroczenia 3500mnpm. Mimo iż staraliśmy się wybierać noclegi położone nieco niżej niż przebiegała trasa, nie zawsze było to możliwe, tym samym swoje musieliśmy odcierpieć.
Osobiście najgorsze było dla mnie pierwsze uderzenie – wznosiliśmy się na szczyt Rohtang La i wszystko wydawało się pięknie i łatwo, jednak na czubku czułem się potwornie zmęczony, ciężko oddychałem, miałem zadyszkę jakbym na szczyt wbiegł a nie wjechał. Gdy ruszyliśmy dalej pojawił się irytujący, niemożliwy do zlokalizowania ból w czaszce na który mieszanka diamoxu, aspiryny i profenu pomagała tylko odrobinę.
Co ciekawe, na niedostatek tlenu cierpiały także nasze maszyny – ich wydajność powyżej 5000mnpm spadała o nawet 50%!

Co dawało wam się bardziej we znaki i stanowiło większy problem – technika, sprzęt, warunki czy człowiek i jego natura, psychika? Jak dawaliście sobie radę ze słabościami i czy pojawiały się chwile zwątpienia? Niesnaski?

Zdecydowanie natura ludzka.
Wiesz, było nas 10 osób reprezentujących różne kraje, pochodzących z 4 kontynentów. Gdy jesteś w tak licznej grupie nie trudno o problemy – z tym staraliśmy się walczyć wszelkimi środkami i –o dziwo- na tym polu odnieśliśmy największe sukcesy. Kilkakrotnie udało nam się spotkać przed wyprawą, co nie było łatwe gdyż mieszkamy w promieniu kilkuset kilometrów, poznaliśmy się dość blisko, wiedzieliśmy czego się po kim spodziewać. Każdy znał odgórne reguły a wszystko inne się ‘dotarło’.
Z innych rzeczy – oczywiście mieliśmy problemy techniczne – ale właśnie dzięki dobrej organizacji i wcześniejszemu ustaleniu reguł udało nam się w miarę bezboleśnie przez nie przebrnąć.

Jaka muzyka towarzyszyła Ci gdy pokonywałeś trasę? 🙂

Oj, podroż była długa, ale jednak problemy z ładowaniem urządzeń elektrycznych po drodze kazały ograniczyć odtwarzanie.
Słuchało się rzeczy różnych, zależnie od pory dnia, trasy czy zmęczenia – tak więc gdy energetyczny Dedg czy At The Drive-In były świetne w dniu pierwszym, im dalej tym bardziej gusta się zmieniały – poprzez zawsze pasujące dźwięki Built To Spill i Catherine Wheel w stronę Black Heart Procession, Arab Strap, Iron&Wine czy Rocky Votolato. Było sporo The Wrens, Murder By Death, Racounters, Smashing Pumpkins i oczywiście Two Gallants.Wieczorami relaksowaliśmy się słuchając ścieżki z ‘RocknRolla’ Guya Ritchie.
Wydaje mi się, że film dokumentalny z podroży, w dość obrazowy sposób przedstawia również ten temat 😉

8910

Pierwsza rzecz jaką zrobiłeś po powrocie do domku?

Już podczas drogi powrotnej, będąc może 5 godzin od celu, zadzwoniłem do współlokatorki by kupiła skrzynkę Tuborga, co jest z resztą uwiecznione na filmie który nagraliśmy, i upewniła się że jest odpowiednio zimny na czas naszego przyjazdu. W tradycji zwycięzców wylaliśmy na siebie cała zawartość butelek a po może godzinnej celebracji padłem ze zmęczenia. Odsypiałem przez następne 3 dni.

Czy planujesz podobne podróże?

Oczywiście! Jednak na to potrzeba czasu – z tamtą częścią Himalajów w mojej głowie spałem prawie 3 lata, więc naturalnym jest że jeszcze gdzieś w okolicy Jammu czy Srinagaru rodziły się kolejne pomysły, które podczas ostatnich dyskusji nabierają coraz realniejszego kształtu. Dość zaawansowane są plany okrążenia Morza Śródziemnego w 2010 a następnie wyzwanie rzucone przez znajomego Kolumbijczyka – słynna Pan-Americana z Alaski na przylądek Horn w 2011-2012.

Najważniejszy wniosek z takiej wyprawy?

Że warto, można a wręcz trzeba stawiać czoła coraz to nowym przeciwnościom i przekraczać granice własnej comfort zone każdego dnia i we wszystkim co się robi – czy jest to praca zawodowa, pasja, hobby czy życie osobiste. Rzeczywistość trzyma w zanadrzu mnóstwo ciekawostek, które by zdobyć, trzeba wstać z fotela i przestąpić kilka kroków z miejsca w którym nam bardzo wygodnie.

Categories: Na tapecie, Wywiady
Tags: Wywiad

About Author

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Blocker