Korepetycje dla pierwszaka w podstawówce?

Nauczyciele chcą dorobić na korepetycjach z pierwszakami, ale rodzice nie powinni iść na łatwiznę.

kor_szkola

(© Piotr krzyżanowski)

“Korepetycje dla pierwszaka w podstawówce? Dlaczego nie”. Takie ogłoszenia pojawiły się na Dolnym Śląsku wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Za 25 zł za godzinę nauczyciele w swoich mieszkaniach pomogą dzieciom, które mają trudności z opanowaniem nauki czytania, pisania i liczenia.

Dyrektorzy szkół, pedagodzy i kuratorium oświaty są oburzeni. A rodzice mówią wprost:
– To skandal, że musimy płacić za naukę już na początku kształcenia dzieci!

Nauczycielka z Wrocławia, która udziela korepetycji dla najmłodszych uczniów, przekonuje, że na brak klientów nie narzeka.
– Przychodzą do mnie rodzice, którzy nie mają czasu, żeby zająć się dzieckiem. Tu obowiązują prawa rynku. Oferuję usługę, na którą jest popyt – tłumaczy.

Tego procederu nie pochwala Jacek Kowieski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 przy ul. Komuny Paryskiej we Wrocławiu. Kiedy mu o tym powiedzieliśmy, był wyraźnie zaskoczony. Tłumaczy, że w klasach od I do III dodatkowe lekcje, za które trzeba płacić, nie mają żadnego uzasadnienia. Dlaczego?

– Jeżeli dziecko ma problemy w nauce, to w szkole są zajęcia wyrównawcze, a panie w świetlicy pomagają dzieciom na bieżąco odrabiać lekcje – wylicza Kowieski. Surowo ocenia rodziców decydujących się na korepetycje dla 7-10 latków. – Mają chyba rozbudzone ego. Liczą, że gdy zapłacą, to będą mieli w domu geniusza. Albo dają się po prostu naciągnąć – zastanawia się dyrektor “dwójki”.

Zdaniem Urszuli Krasoń, dyrektora SP nr 44 przy ul. Wilanowskiej we Wrocławiu, dodatkowymi zajęciami można zrobić dziecku krzywdę.
– Kiedy wraca ze szkoły, znowu każe mu się siedzieć nad książką – wskazuje Krasoń.

Nauczycielka z Głogowa, której ogłoszenie można znaleźć w internecie, przyznaje, że zainteresowanie jej usługami jest spore.
– Są dzieci, które nawet w trzeciej klasie nie potrafią czytać – stwierdziła w rozmowie z nami. Jednocześnie zapewniła, że nie dokształca uczniów, których uczy w swojej szkole. Tego zabrania jej etyka zawodowa. Nie przeszkadza jej to jednak zarabiać dodatkowych pieniędzy dzięki douczaniu dzieci z innych placówek.

– To bzdura i niedopuszczalne wręcz praktyki – podkreśla Anna Hejmej z Powiatowego Centrum Poradnictwa Psychologiczno-Pedagogicznego i Doskonalenia Nauczycieli w Głogowie. I od razu wylicza możliwości, z których uczniowie mogą skorzystać w swojej szkole: zajęcia wyrównawcze, indywidualna praca z nauczycielem po godzinach lekcyjnych, zajęcia w świetlicy. – Jeśli dziecko ma problem z koncentracją, spostrzegawczością czy kojarzeniem, trzeba pracować z nim w zupełnie inny sposób, a nie poprzez korepetycje – podkreśla Anna Hejmej.

Temat płatnych lekcji dokształcających budzi kontrowersje także wśród rodziców. Katarzyna Zimny, która ma dziecko w II klasie w SP nr 118 przy bulwarze Ikara, uważa, że korepetycje nie mogą być sposobem na nauczenie malucha czytania i liczenia.
– Wynajęta osoba nie może wyręczać w tym rodziców – podkreśla matka.

Niektórych rodziców oferta korepetycji wcale nie bulwersuje. Daria Piotroszewska, mama drugoklasisty, nie potrafi pomóc dziecku. Jest zapracowana, syna widuje tylko rano oraz w weekendy. Chłopiec większość wolnego czasu spędza przy komputerze albo na podwórku. Jest już zapisany na korepetycje, bo ma spore zaległości w nauce. Nie zna wszystkich liter, więc o płynnym czytaniu nie ma mowy.
– Stać mnie na to, aby fachowiec z nim popracował – mówi Daria Piotroszewska. Jest przekonana, że nie robi niczego złego, nie krzywdzi dziecka.
Wioletta Rżany, zastępca dyrektora Szkoły Podstawowej nr 6 w Głogowie, broni zaś nauczycieli udzielających korepetycji.
– Na tym etapie edukacji wiele zależy od rodziców. To oni są autorytetami dla swoich dzieci i jeśli nie angażują się w wychowywanie, trudno za wszystkie niepowodzenia obwiniać szkołę – komentuje Wioletta Rżany.

Grzegorz Żurawski z Ministerstwa Edukacji Narodowej zauważa, że wprowadzana właśnie reforma oświaty ma przede wszystkim zmienić mentalność ludzi pracujących w szkołach.
– Do tej pory rozliczano ich z tego, czy uczyli uczniów. Teraz będziemy sprawdzać, czy ich nauczyli – kwituje rzecznik MEN.

Jak sprawdzić, czy dziecko potrzebuje fachowej pomocy

* Kiedy mamy zacząć się martwić brakiem postępów w nauce dziecka?
Kiedy np. w III klasie nie czyta płynnie, składa literki, nie potrafi dodawać, odejmować albo nie chce brać udziału w lekcjach.

* Do kogo zwrócić się wtedy o pomoc?
Do nauczyciela uczącego dziecko, który może skierować je do pedagoga szkolnego lub psychologa. Ten ostatni może skierować na badanie w poradni psychologicznej.

* Czy zajęcia wyrównawcze są płatne?
Te zajęcia są nieodpłatne. Są one prowadzone w większości szkół.

* Gdzie poza szkołą szukać pomocy dla dziecka?
To szkoła organizuje pomoc dziecku oraz sygnalizuje rodzicom pojawiające się problemy. Jednak to rodzice podejmują decyzję o zgłoszeniu się do poradni.

* Co zrobić z dzieckiem bardzo zdolnym, które nudzi się na zajęciach?
Dziecku szczególnie uzdolnionemu też potrzebna jest pomoc psychologa lub poradni. Taki uczeń może mieć indywidualny program nauczania. Żeby się dobrze rozwijał, nauczyciel i szkoła powinni mu zaproponować dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. Jakie? Takie, którymi zdolne dziecko będzie się interesować.

Magdalena Kozioł, Danuta Bartkowiak

Categories: Różności
Tags: Edukacja

About Author

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Blocker