10 pytań do.. Wywiad z Asią i Radkiem Błachut

10 pytań do..

Seria wywiadów z Podróżnikami biorącymi udział w imprezie “Ciekawi Świata” organizowanej cyklicznie przez Anię i Roberta Matrajów w Klubie Stary Gramofon.

Dziś zapraszamy do lektury wywiadu z Asią i Radkiem Błachut, którzy 21.11.2010r zabiorą nas w fascynującą podróż po Peru i Boliwii.

1. Pytanie podstawowe – co skłoniło Was do takiego wyzwania? Po co to zrobiliście?

R.B.: Zobaczyć Machu Picchu to jedno z moich marzeń podróżniczych – dlatego właśnie Peru. Po za tym uwielbiam obserwować życie uliczne w miastach. Na ulicach Peru i Boliwii wiele się dzieje, są bardzo kolorowe i zawsze pełne ludzi. Po za tym to całkowicie odmienne niż ulice miast europejskich np. w La Paz można spotkać pucybutów którzy pracują w kominiarkach na głowach. Przyznam że to dziwny widok.

J.B.: Ja dodatkowo od dziecka pasjonuję się świnkami morskimi a Peru to ojczyzna tych sympatycznych gryzoni, które niestety są tam zwykle lokalnym przysmakiem dla miejscowych i turystów. Na szczęście miałam okazję obserwować je kilka razy na żywo.

2. Powiedzcie w skrócie czytelnikom portalwolow.pl ile dni trwała wasza wyprawa, którędy przebiegała trasa i ile km zrobiłeś?

R.B.: Podróż trwała tylko 25 dni. Tylko ponieważ to zbyt mało aby zobaczyć wszystkie interesujące miejsca w Peru i Boliwii. Lądowaliśmy w Limie, potem lot do Cusco i trekking na Machu Picchu, następnie Puerto Maldonado i wizyta w dżungli, Puno, przekroczenie granicy z Boliwią, Copacabana, La Paz, Uyuni, tranzyt przez Chile (San Pedro de Atacama) do Peru, Arequipa i powrót do Limy. Kilometry bardzo ciężko policzyć ale trochę się tego nazbierało.

3. Czy taka wyprawa wymaga jakiegoś szczególnego przygotowania fizycznego? Czy może się na nią zdobyć każdy?

R.B.: Pod względem fizycznym jakoś specjalnie nie przygotowywaliśmy się do tego wyjazdu. Żeby wybrać się na trekking czy w góry trzeba jednak mieć dość dobrą kondycję, ponieważ niejednokrotnie upalna i wilgotna aura , jak i wysokość dawały się niektórym we znaki.

Wydaje nam się że w taką podróż może pojechać każdy kto da radę podróżować z plecakiem ważącym 15-20kg.

4. Jechaliście sami? Nie obawialiście się jakieś trudności z tym związanych?

R.B.: Podróżowaliśmy w trójkę: Renata, Asia oraz ja. Szczerze mówiąc nigdy nie korzystaliśmy z możliwości wyjazdu zorganizowanego przez biuro podróży. Wolimy sami sobie wszystko zaplanować (trasę przejazdu, noclegi, miejsca odpoczynku.). Po prostu chcemy mieć pełną kontrolę nad naszą podróżą.

Oczywiście jak przed każdym dalekim wyjazdem jest lekka obawa. Porównałbym ją do tremy. Ale mija ona bardzo szybko po dotarciu na miejsce. Karuzela zdarzeń i wrażeń zaczyna kręcić się coraz szybciej i człowiek zapomina co to strach.

5. Jakie rzeczy niezbędne są przy planowaniu takiej wyprawy? Czy było coś, czego nie przewidzieliście co w konsekwencji utrudniało wam wyprawę?

R.B.: Niezbędne informacje na temat kraju do którego planuje się wyjazd można uzyskać na internetowych portalach podróżniczych lub od osób które odbyły już podróż do tego kraju. Ta druga metoda wydaje nam się bardziej wiarygodna.

Na pewno przydatna jest znajomość języka którym posługuje się ludność lokalna – w tym wypadku hiszpański.

Jedyne czego nie przewidzieliśmy, czego jednak przewidzieć się nie dało to zgubienie naszych bagaży przez linie lotnicze, które zamiast polecieć z nami do Peru zostały na lotnisku w Wenezueli gdzie mieliśmy przesiadkę. Na szczęście odzyskaliśmy je po 3 dniach więc mogliśmy ruszyć dalej.

6. Co zrobiło na was największe wrażenie? Jakieś szczególne miejsce, wydarzenie? Który moment wyjazdu był dla was najtrudniejszy?

R.B.: Największe wrażenie wywarły na nas niesamowite krajobrazy zaobserwowane w okolicy miasteczka Uyuni w Boliwii. Znajduje się tam Salar de Uyuni który jest największym solniskiem na świecie. Położony jest on na wysokości około 3600 m n.p.m i otoczony jest górami, wulkanami oraz terenami pustynnymi.

J.B.: Po przybyciu do Peru odbyliśmy lot z Limy do Cusco czyli z wysokości 110 m n.p.m w ciągu godziny znaleźliśmy się na 3300 m n.p.m. Efektem tego była choroba wysokościowa która zaatakował Renatę i mnie.

To chyba był jeden z trudniejszych momentów, ponieważ dodatkowo zostaliśmy bez naszych bagaży, które jak już wcześniej wspomnieliśmy zostały w Caracas – stolicy Wenezueli.

7. Co dawało wam się bardziej we znaki i stanowiło większy problem – technika, sprzęt, warunki czy człowiek i jego natura, psychika? Jak dawaliście sobie radę ze słabościami i czy pojawiały się chwile zwątpienia? Niesnaski?

R.B.: Największym problemem dla nas był chyba zmieniający się klimat i wysokości. W dżungli temperatury sięgały ponad 40 stopni, było bardzo duszno i wilgotno. Dla porównania w Boliwii temperatury w nocy spadały poniżej zera, powietrze było suche i wiał bardzo silny wiatr. Na większej wysokości Asi i Renacie dokuczała choroba wysokościowa.

J.B.: Chwile zwątpienia przeżyłam kiedy podczas trekkingu idąc bardzo wąską ścieżką musiałam przejść pod zawieszoną na wysokości pasa pajęczyną po której chodziły wielkie pająki, których panicznie się boję. Zdopingowana przez idących za moimi plecami Chilijczyków po kwadransie zamknęłam oczy i udało mi się przejść. Choć to co wtedy czułam jest nie do opisania.

8. Pierwsza rzecz jaką zrobiliście po powrocie do domku?

R.B.: Ja ściągnąłem po 72 godzinach (tyle zajęła nam podróż powrotna) buty trekkingowe z nóg. Niezapomniane uczucie… (śmiech)

J.B.: Prysznic po prawie 3 dobach w podróży!

9. Czy planujecie podobne podróże?

R.B.: Podróżowanie jest rodzajem „zakaźnej choroby” więc kto raz spróbuje nie będzie mógł przestać.

J.B.: Wróciliśmy w maju z Indii i gdzieś w głowach pojawia nam się pomysł aby wrócić na kontynent azjatycki.

10. Najważniejszy wniosek z takiej wyprawy?

R.B.: Wniosków jest wiele ale najważniejszy to chyba ten że warto a nawet trzeba marzyć ponieważ marzenia się spełniają J

Categories: Czytelnia, Pasja, Wywiady

About Author

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Blocker